Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 239 830 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

 

29 wrzesień "za oknami lecą liście a my gramy zajebiście"

środa, 30 września 2009 18:48

                       Oj w końcu się posypało. Jak widać w tabeli dwóch naszych zawodników zostało pierwszymi ofiarami przepisu "n" - kowego. Może to śmieszne ale ten sezon przebiega pod kryptonimem niczym na platformie cyfrowej "n-sport". Ale nie ma innej metody na usprawnienie naszych rozgrywek jak dyscyplina. Tak więc Alojz i Piotr zaliczając 7 nieobecność w sezonie zostali ukarani walkowerami na wszystkie pozostałe do końca sezonu mecze. Tym sposobem zbliżamy się do półmetka naszych rozgrywek gdyż większość zawodników ma już mecze pierwszej rundy za sobą a na małe podsumowanie aktualnej sytuacji pokuszę się na końcu tego wpisu. A dodam jeszcze że rozgłos o naszej grze zatacza coraz szersze kręgi i na otwarciu poajwiła się pewna tajemnicza Pani X, która była zainteresowana graniem z nami - uważam że to może być ciekawe urozmaicenie naszego grania - zawodniczka lejąca w tabeli największych "kozaków" Pani X poodbijała nawet kilka piłek ze Stasiem i widać od razu że nie jest z pierwszej łapanki i że z pinglem miała już do czynienia. Grzecznie ją więc zaprosiliśmy - na razie na towarzyskie pogranie we wtorki a jeśli zechce to od nowego sezonu może pykać z nami w Lidze.

 

 

               Na starcie wspomnę jeszcze o ciekawym zjawisku, które odnotowuję coraz częściej a mianowicie o "zależności". Widzę że wielu zawodnikom naprawdę zależy i to cieszy. Nasza gra to rozrywka ale skoro jest rywalizacja to naturalnym jest że wszystkim zależy na jak najlepszym wyniku. W tym sezonie jest to bardzo widoczne. Każdy z graczy zwłaszcza z ósemki analizuje i ustawia sobie kolejnych rywali niczym w szachach. Każdy analizuje że może dzisiaj lepiej z tym albo potem z tamtym. Tu punkcik tu dwa i szafa gra. To piękne, To prwadziwy czysty duch sportu i rywalizacji ujawniający się w tak "prymitywnej" organizacji jak Dream Team.

            Pierwszy mecz tego dnia zagrali Stasiu (wracający po dłuższej przerwie) oraz Andrzej (wyposażony w swój profesjonalny nowy przęt Donica). Pierwszy set i dobra gra Andrzeja totalnie zaskoczyła Stasia. Musiał wspiąć się na maksa żeby wywalczyć sobie zwycięstwo z Andrzejem. Sama gra była wyrównana - Stasiu jednak to doświadczony bojownik i wie kiedy co i jak w decydujących momentach zagrać. Andrzej zaś gra bardzo dobrze ale jeszcze trzeba czasu żeby poznał lepiej jak i co kto gra oraz co najważniejsze musi opanować i utrzymywać w kluczowych momentach swoją dobrą grę bo często przegrywa piłkę czy dwie przez własne niepotrzebne błędy. Widać jednak że to co już kiedyś przepowiadałem powoli się realizuje i Andrzej ma predyspozycje do dobrania się do skóry najlepszym graczom. Teraz są to sety czy dwa i niezrealizowane szanse ale tylko od niego zależy czy w przyszłości nie będą to wygrane mecze. Z drugiej zaś strony każdy set z graczami czołówki będzie na koniec miał znaczenie w zaciętej walce o miejsce w play off.

Potem za odrabianie zaległości zabrał się Ćwikła, który zmierzył się z dobrze już rozgrzanym po przeprawie z Andrzejem Stasiem. Wygrana Ćwikły 3:1 nie odzwierciedla jednak w niczym przebiegu meczu bo kątem oka co chwilę widziałem jak walczą zaciekle o każdy punkcik. To w końcu od lat ścisła czołówka naszej drużyny. W drugim secie grali na przewagi chyba z 20 razy co kosztowało ich sporo sił. Do historii zaś tego pojedynku przejdą fantastyczne obrony "australijczyka" który niczym kangur skakał i wybierał nieprawdopodobne piłki tym swoim forhendowym podcięciem czym doprowadził Stasia do psychicznego i fizycznego zmęczenia.  To było momentami naprawdę na najwyższym poziomie. Brawa.

             Co chwilę na sali pojawiali się nowi gracze więc i rozgrywki nabrały rumieńców. W międzyczasie Osa pokonał Franka 3:0 choć w ostatnim secie Franko prowadził 9:6 i 10:8 to jednak nie dokończył działa i nie wygrał seta. Spokojny mecz  z Frankiem w tej rundzie zaliczył sobie też Rumun pewnie wygrywając i swoim systematycznym coraz lepszym graniem mógł spokojnie zacząć mecze rewanżowe umacniając się na pewnej pozycji w tabeli.

            Następny mecz to szlagier kolejki - Ćwikła kontra Andrzej. Był to ich pierwszy w historii pojedynek i od razu jakże zacięty. Andrzej totalnie zaskoczył Ćwikłe swoim stylem i dobrą grą. Wygrał pierwszego seta i wręcz zdemolował zbyt pewnego siebie "Przystojnego Krzysztofa". Drugi set to już walka punkt za punkt. Andrzej grał świetnie czym momentami doprowadzał Ćwikłe do rozpaczy a na sali co chwila było słychać krzyki "qurwa co ja gram". Drugiego seta Andrzej miał na widelcu. Prowadził 9:7 i zepsuł dwa swoje serwisy. Potem lekko podłamany oddał tego seta. W kolejnym secie znowu od pocątku dobra gra Andrzeja i tylko on sam wie dlaczego go przegrał. Z drugiej zaś strony profesor "Ćwikła" w decydujących momentach odrzucał "qurwy" na bok i wygrywał kiedy trzeba. 2:1 dla Ćwikły i wydawał się że mecz skończy się za chwilę. Ale nie. Andrzej pozbierał się, uspokoił grę i emocje i wykorzystał słabsze momenty przeciwnika pewnie wygrywajac i doprowadzając do tie-breaka. Tam jednak "pogubił" się troszeczkę i jakby presja meczu go przerosłą. Za to Ćwikła odwrotnie w decydującym starciu taki zaprawiony w bojach gracz włączył 2 bieg i odjechał od startu. Choć  w końcówce Andrzej mozolnie odrabiał straty to jednak  nie dał rady.  Brawa dla obu za piękny mecz. Brawa dla Ćwikły który pokazał że nawet grając słabiej potrafi się otrząsnąć z marazmu i wygrywać i coraz lepiej kontroluje swoje emocje. Brawa też dla Andrzeja, który pokazał że potrafi operować precyzyjnie swoją nową rakietką i trzeba na niego uważać.

 

           Na koniec na salę wskoczył spóźniony Damian i Strażak. Ten pierwszy z powodu braku chętnych i kalkulacji potencjalnych rywali zagrał mecz z Frankiem a hitem wieczoru stał się mecz Ćwikły ze Strażakiem. Bodzio w dżinsach i białym sweterku jak zwykle bez zastanowienia zgodził się zagrać mecz i to z samym Ćwikłą. Chwała mu za odwagę i za samo przyjście czym pokazał że nawet mając służbę w pracy zależy mu na grze i obecności a przecież wystarczy tak jak on wpaść na chwilkę, zaliczyć mecz i nie martwić się o n-ki.

Ćwikła, który "bał" się tego dnia grać z mocnymi rywalami na koniec czyli Edkiem lub Damianem był pewny swego i myślał że łatwo zainkasuje 3 punkty na "nierozgrzanym" Strażaku. Jak bardzo się pomylił??? Tego nie widziałem ale słyszałem z opowieści. To był dla wszystkich szok. "#%$^&*" tak ostro zbulwersowany był Ćwikła gdy Strażak pożyczoną od Stasia rakietką grał jak w transie - wszystko mu wchodziło: ściny, obrony i co najważniejsze świnie. Po prostu dzień konia - a lepiej bym to nazwał dzień białego rumaka. I dltego właśnie sport jest taki piękny. Ćwikła przegrał pierwszy mecz w sezonie i stracił 2 cenne punkty. Teraz rywalizacja o pierwsze miejsce w tabeli dopiero nabiera rumieńców bo bez porażki jest już tylko Edek, który dzisiaj grał tylko treningowo ale już za tydzień dojdzie do wyjaśniających wszystko na półmetku pojedynków  Edek- Ćwikła i Ćwikła -Damian.

Warto też popatrzeć w tym momencie na tabelę naszych rozgrywek. Prowadzi Osa ale ma najwięcej rozegranych z czołówki meczy i raczej małe szanse na utrzymanie tej pozycji na półmetku. Generalnie pierwsza czawórka jest bardzo wyrównana i mamy w niej Edka, Osę, Ćwikłę oraz Damiana i toci gracze najprawdopodobniej powalczą o pierwsze cztery miejsca przed play off i mieć teoretycznie łatwiejszą drogę do półfinału. Szacunek wzbudza bardzo mocna i wysoka pozycja Strażaka, który z Rumunem walczą o miejsce 5 i na razie to Strażak jest lepszy co potwierdził fantastycznie wygranym meczem  z Kangurem. O ostatnie dwa premiowane miejsca stoczy się do końca sezonu prawdziwa batalia. Walczyć będą Staszek, Darek i przebojem Andrzej no i jeśli Młody zacznie w końcu grać swoje to też ma jeszcze matematyczne szanse na awans do 8. Takie szanse ma też Franko. Jednak troje z tej piątki będzie musiało się obejść smakiem. Szanse mają równe i tylko od nich zależy jak to się wszystko skończy. Najspokojniejszy może być Stasiu, który jeśli w zaległych do Andrzeja dwóch meczach dorzuci kilka punktów to przed rewanżami zrobi sobie bezpieczną przewagę i spokojnie może jeszcze nawet dogonić Strażaka z Rumunem. Oj będzie się jeszcze działo.

              Tego dnia graliśmy pod telefonem z informacją o urodzinach dziecka naszych przyjaciół Pawła i "czeszki" Ani. Ten dzień okazał się dla wszystkich szcześliwy i doczekali się wieczorem narodzin pięknego synka - waga 330g wzrost 50. (to tak prawie jak paletka do pingla). Cały Dream Team składa gratulacje i przesyła kwiaty a ja wspomnę jeszcze że cztery lata temu dokładnie tego samego dnia 29 września urodziła się także moja córeczka Kinga - przyszła mistrzyni świata w ping-ponga więc też jej składam pinglowe życzenia. 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

24 wrzesień - "chłopcy garażowcy"

środa, 30 września 2009 18:44
                                       W końcu towarzysko z inicjatywy Boba spotkaliśmy się w jego garażu aby troszkę pograć i się zrelaksować. Gra polegała na cyklu mikroturniejów po secie każdy z każdym. Samo miejsce i atmosfera sprawiały że niektóre nadzwyczajne zagrania wzbudzały salwy śmiechu. Przy stole zaś co rusz odbywały się zacięte pojedynki.
                           
                           Oczywiście Osa łatwo zwyciężał więc godpodarz utrudnił mu zadanie wręczając "paletkę" z autografem, która parametrami była gorsza nawet od zwykłej deski. A już najweselszy moment gdy ten wspaniały sprzęt czyszczony był pianką do tapicerki J. Z biegiem czasu i kolejnych porcji wypitego alkoholu gra stawała się coraz weselsza i ciekawsza. Do grającej czwórki: Osy, Boba, Rumuna i Mikiego dołączył Alojz, Damian i "Mirek". Nie będę tu się rozpisywał na temat samej gry ale motywy Alojza próbującego wzbudzać zachwyt puszczaną z komórki muzyką disco polo albo sesja foto, którą umieszczam w tym wpisie, zrealizowana profesjonalnie przez Boba i jego "mega sprzęt fotograficzny" - to po protu klasyka wspaniałej zabawy. A już goła dupa Alojza i wiszące "kohones" były prawdziwym majstersztykiem.


     Działo się tej nocy w garażu wiele do późna. Flaszki pękały jak byle jakie ping-pongi. Do tego ta atmosfera i napis na ścianie "TIANA PEIN" - co może znaczyć albo pijaną Tianę, albo chiński okrzyk bojowy pinglowy albo w końcu nazwę placu w centrum Pekinu czyli Plac Niebiańskiego Spokoju - poprawna pisowonia Tian'anmen (chiń. trad. 天安門廣場-) jak zwał tak zwał motyw chiński na ścianie jest.  Cieszy że mogliśmy sobie pozytywnie pograć w takim doborowym towarzystwie. Zwłaszcza Mikiego - który nie gra z nami  Lidze czy Alojzowi którego częściej nie ma niż jest. Grze towarzyszył obficie zaopatrzony bufet w którym królowała herbatka miętowa i krupniczek. Na deser zaś pyszny solony słonecznik. Było pieknie co można zobaczyć po naszych minach na załączonych zdjęciach za które serdeczne Bóg zapłać dla fotografa Boba.

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

22 września "normalne jesienne wtorkowe granie"

środa, 23 września 2009 13:31

             Dzisiejsze granie zapowiadało się bardzo sympatycznie. Po pierwsze co chwilkę otwierały się drzwi i powiększała się osobowa frekwencja. Do tego większość zawodników bez wcześniejszego umawiania instynktownie przyszła w naszych czarnych drużynowych koszulkach. Stworzyło to wyjątkowy klimat i zapachniało nutą "profesjonalizmu". Ciekawym wydarzeniem była także gościnna obecność fanatyków pingla z zagranicy. Znany już wszystkim Anglik Maki świetnie komponował się z Hiszpanem w deblowej parze.

              Pierwszy mecz zagrali Franio z Rumunem i co warte opisania cieszy bardzo dobra postawa i powrót do coraz lepszej formy Frania. Mecz wygrał Mario 3:1 ale sety i gra była wyrównana a Franio kilkoma akcjami pokazał że ostro zabiera się do grania i powalczy o play-off mimo tak mocnej konkurencji. Brawo. Druga zaś pochwała za znalezienie godzinki czasu we wtorek mimo remontu w chacie - jakoś można pogodzić obowiązki i znaleźć czas na chwile relaksu tylko trzeba chcieć. W drugim swoim meczu Franio zaciekle stawiał opór powracającemu do dawnej świetności Darkowi. Ugrał co prawda tylko jednego seta ale równie dobrze mecz mógł się zakończyć zupełnie odwrotnie a zadecydowały detale i kilka prostych zepsutych piłek przez Frania. Jeśli to poprawi to w środku tabeli może się dziać jeszcze ciekawiej. Potwierdzeniem formy Frania był także jego mecz z Andrzejem. Pachniało wręcz niespodzianką bo pierwszego seta Franio wygrał gładziutko. Za bardzo się tym jednak delektował po za chwilę było już 1:1. Potem dwa kolejne sety niezwykle zacięte. Rozstrzygnięcia padały dopiero na przewagi a o losach meczu decydował tie-break. Tam minimalnie lepszy okazał się Andrzej pokazując opanowanie w decydujących piłkach. Ale brawa dla Franka za świetną postawę.

              Ciekawą konfrontacją był mecz rewanżowy Boba ze Strażakiem, który był delikatnie "zmęczony". Bob grał momentami jak profesor. Z premedytacją lał Bodzio akcją z delikatnym serwem  i atomowym atakiem wykręconym bckhendem od razu z trzeciej piłki. Bogdan był zaskoczony i momentami bezradny. Wszystkie sety raz dla jednego raz dla drugiego i zawsze po długim graniu na przewagi. Dopiero w 5 secie jakby zadowolony z 2 punktów Bob wyraźnie opadł z sił a rozkręcił się Bogdan co dało mu zwycięstwo.

             Nadal bez porażki jest Edward, który tym razem z opanowaniem i spokojem załatwił do zera Rumuna i Darka. Teraz ciekawie zapowiada się jego spotkanie także z niepokonanym i podbudowanym wygraną z Osą "małym rycerzem" Ćwikłą. 

              Na koniec traktujący ten wtorek treningowo Osa z Damianem zagrali ze sobą ligowy rewanż. Mecze pierwszej piątki to zawsze pingiel na najwyższym poziomie. Tak było i tym razem. Damian od początku grał bezbłednie szybko zdobywając sporą przewagę punktową a jego ataki zarówno z frh jak i coraz lepiej i odważniej  grające bck wychodziły mu wyśmienicie. Mimo prób grania ze strony Osy to Damian pierwszy zdobył punkt. Drugi set i znowu piękna gra Damiana.  Osa zdemolowany na początku obudził się jednak i od stanu 8:3 to on grał jak natchniony. Cudem dogonił rywala i cudem drugi set rozstrzygnął na swoją korzyść w czym pora zasługa Damiana, który po prostu się zagbubił. Trzeci set znowu pod dyktando "Górala" - jednak znowu jakby uśpiony dobrym wynikiem 8:5 zasnął co bezlitośnie wykorzystał Osa wygrywając całego seta znowu rzutem na taśmę. Czwarty set był wyrównany a w jego trakcie z obu stron kilka akcji było naprawdę cudownych. Zwłaszcza przejście Damiana do kontrataku po kilku obronach i wykończenie rywala z głową. Była walka, były ataki, były skróty, były proste błędy, była złość, była radość, było wszystko co w pinglu najpiękniejsze. Na przewagi mocniejszy okazał się Damian i jak przystało na mecz na szczycie o jego losach zdecydował tie-break. Ten jednak o dziwo aż za łatwo wygrał Osa. W grze Damiana coś się zacięło a ilość prostych błędów jakie popełnił była większa niż w ciągu całego meczu. Osa zwyciężył. Ale brawa dla obu za wspaniałą walkę.

             Na koniec powracam do tematu "n-ek". Jak już wielokrotnie informowałem w tym względzie będę bezlitosny i nieustępliwy. Pierwszą ofiarą mojej dyktatury jest Łuki, który ten sezon już zakończył. Mając 7 - "nek" i nie wykazując najmniejszej chęci grania z nami zostaje wykluczony z rozgrywek sezonu 6. Zostaje sklasyfikowany na ostatnim miejscu. Zostaje w składzie Dream Temu i nadal czekamy aż zagra z nami ale w tym sezonie już tylko w meczach towarzyskich. Może też wziąć udział  w imprezie. Jak już pisałem i mówiłem w kwestii "n-ek" będę bezwzględny - ale ......... nawet najtwardsza skała czasem pęka pod naporem. Widząc nerwową sytuację wielu graczy. Widząc przejęcie członków Dream Teamu. Widząc szybkie łapanie dużej ilości "n-ek" i głosy niezadowolenia związane z tym przepisem regulaminu rozgrywek postanawiam wprowadzić zmianę. Zwiększamy limit "n-ek" do 6. Siódma nieobecność to automatyczne walkowery na pozostałe do rozegrania mecze aktualnego sezonu. Tym samym szansę na granie mają jeszcze w tym sezonie Piotrek i Alojz którzy mają już na koncie 6 nieobecności i ich kolejne olanie będzie skutkowało jak opisałem powyżej.  Chciałbym żeby ten gest z mojej strony został doceniony. Zmiana tego przepisu przez najbliższy tydzień zostaje poddana pod głosowanie w formie Sms - jeśli jesteś za nie musisz nic robić i twój głos automatycznie będzie zaliczony na "tak" - jeśli jesteś przeciw to musisz wysłać do mnie sms o treści "NIE". To tyle w tym zakresie. Dodam że  jakiekolwiek próby buntu i niepotrzebnych dyskusji w kuluarach, na temat tego jakże spektakularnego ale zarazem potrzebnego przepisu, zostaną stłumione środkami przymusu bezpośredniego lub za pomocą interwencji zbrojnej. Tak rzekłem - wasz zawsze do usług "tyran" - OSA. :)) 
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

FOREST GUMP - honorowy członek Dream Teamu

piątek, 18 września 2009 16:36

                    

        Forest Gump to w praktyce każdy z nas. Niby prosty obrazek człowieka siedzącego na ławeczce a przecież pokazuje symbolicznie ludzkie życie. To pojedyńcza istota nierozerwalnie związana z rzeczywistością materialną świata wyrażoną w postaci twardej, prostej i pozbawionej uczuć ławki. Do tego  bagaż doświadczeń, które zbieramy w życiu a wszystko w otoczeniu "białego" bezkresu wszystkiego co nieuchwytne czyli ludzkiej duszy. Dlaczego piszę dziś o tym? Dlatego że Forest pięknie nawiązuje do ideałów Dream Teamu a co więcej także motyw pingla przewija się w jego życiu. Forest mówi nam: " - Życie jest jak pudełko czekoladek; nigdy nie wiesz, na co trafisz...". Życie jest słodkie i pyszne ale też choć wiele w nim zależy od nas to z drugiej strony jest wielką niewiadomą. Nasze życie to ciągłe  poszukiwanie szczęścia. Każdy z nas tak jak Forest jest bezpośrednio w większym lub mniejszym stopniu częścią dziejących się wydarzeń. Czasem bardzo ważnych i w skali globalnej a czasem zupełnie przyziemnych a jaką odegramy w nich rolę zależy po części od nas samych a po części od zupełnego przypadku. Warto zobaczyć fragment filmu zamieszczony tutaj http://odsiebie.com/pokaz/5594134---d2ce.html, w którym Forest przypadkowo dostaje rakietkę w rekę i zaczyna grę w pingla. Zaangażowanie i determinacja sprawiają że nie ma rzeczy niemożliwych i nawet zwykły Forest (każdy z nas) może zostać mistrzem świata. Patrząc na ten fragment widzimy niezwykłą moc, którą posiada każdy z nas. To moc do przekraczania barier i realizacji marzeń. To moc postrzegania świata z odrobiną optymizmu, wiary i szczęścia. Pinglowy sukces Foresta to tylko jednak jeden z elementów układanki całego życia. Ale jakże pięknie nawiązujący do naszego grania. Pokazuje że wielki rzeczy mają zwykłe początki. Forest symbolizuje możliwości ludzkiego ciała umysłu i ducha. Pokazuje że sukces i sława są osiągalne dla każdego, lecz w perspektywie całego życia są tylko epizodami. Obrazuje jednocześnie wartości bezcenne takie jak przyjaźń, miłość czy odwagę. 


          "Go Forest, go"  -   "biegnij Forest, biegnij" - najprościej zrozumieć to można jako odzew do wszystkich ludzi " żyj człowieku, żyj "  a  w  rozumieniu Dream Temu jako "graj, kolego, graj".


           Forest to zjawisko niezwykłe a równocześnie możemy w nim odnaleźć prostą cząstkę każdego z nas. Mnie najbardziej cieszy fakt iż tematyka pingla znalazła się w tak wielkim wydarzeniu jak Forest Gump. Dlatego też postanawiam przyjąć Foresta, jako fanatyka małej białej piłeczki,  na honorowego członka Dream Teamu. 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

LIGA MISTRZÓW startuje więc się dobrze pingluje

środa, 16 września 2009 12:50
               Jeszcze nie ochłonęliśmy po sukcesie siatkarzy więc i zapał do gry był dzisiaj większy. Na początek Ćwikła gładko rozprawił się z Rumunem a Darek i Damian z Bobem. Warto wspomnieć że Darek, teraz już nie "buty" tylko "blaszka", w końcu pojawił się na sali. Nie miał wyjścia bo ma już 5 n-ek i dalsze opuszczanie rozgrywek automatycznie kwalifikuje do walkowerów. 

               Po godzinie na rozkładzie meczy pojawiły się prawdziwe ligowe szlagiery. Najpierw Andrzej zagrał z Darkiem, który musiał nadrabiać tego dnia zaległości. Był to ich pierwszy mecz w historii a od razu o wysoką stawkę bo obaj ci zawodnicy będą najprawdopodobniej walczyć bezpośrednio o awans do play off. Mecz zapowiadał się bardzo ciekawie. Andrzej nasz nowy zawodnik powoli się rozkręca i gra coraz lepiej a mimo że jeszcze częto zdarzają mu się proste błedy to z daleka widać że ma opanowany szeroki wachlarz ciekawych zagrań a do tego taktycznie wie jak i kiedy je stosować. Z drugiej strony siatki stanął Darek "blaszka" - najszybsza ręka w naszej lidze. Pomimo ostatniej przerwy i "odpuszczenia" poprzedniego sezonu na rzecz rozwoju talentu tanecznego to jednak Dareczek wie jak wywijać rakietką i już nie raz wszystkich zaskakiwał. Pierwsze dwa sety to dominacja Darka, który swoim stylem zupełnie zaskoczył Andrzeja. Szybkie odbiory, zaskakujące zagrania  i piłki niepodzianki pozwoliły "tancerzowi" osiągnąć przewagę. Ale Andrzej wykazał się wielką mobilizacją i opanowaniem. Rozszyfrował grę rywala i narzucił mu swoje warunki. Po chwili było już 2:2 i o zwycięstwie decydował tie-break. Tu walka była o każdą piłeczkę i do końca szli obaj łeb w łeb. Decydujące piłki pały jednak łupem Andrzeja, który  pod względem zwłaszcza ataku w końcówce zaryzykował więcej co się opłaciło. Andrzej umocnił się w środku tabeli a przecież tam toczy się od zawsze zacięta walka pomiędzy Rumunem, Darkiem, Strażakiem a czasami też Młodym. Teraz doszedł do nich w pięknym stylu Andrzej a jeśli będzie dalej robił postępy to ma szansę nawet doskoczyć do liderów Dream Teamu.

 

           

                      Kolejnym meczem, który zawsze elektryzował widzów a grający w nim zawodnicy od wieków rywalizują zaciekle ze sobą to mecz Rumuna z Darkiem. Tu w każdym secie toczyła się zażarta walka o każdy punkt. Były nerwy i emocje. Były wspaniałe akcje, świnki i głupie błedy po których długo po osiedlu słychać było niecenzuralne słowa. O wyniku meczu znów zdecydował  tie-break. Tutaj z kolei Darek był bardziej opanowany i wykazał się lepszą grą w samej końcówce wygrywając mecz. Rumun choć przegrany zainkasował ważne 2 punkty i spokojnie może już czekać na rewanże.

                Pasjonująco zapowiadał się hit kolejki czyli pojedynek Osy z Ćwikłą. To przecież dwóch najlepszych zawodników w klasyfikacji wszechczasów naszej ligi. Nerwowy początek szybciej opanował Osa i kilkoma świetnymi zagraniami rozstrzygnął pierwszego seta. W drugim podrażniony Ćwikła zaczął grać fenomenalnie i nie dał szans nieco rozkojarzonemu rywalowi. Trzeba wspomnieć że kilka akcji mogło wbudzać podziw zwłaszcza gonienie przez Ćwikłę szeroko agresywnie na boki i wręcz cudem wybieranie tych zagrań przez Osę. Albo niesamowite akcje atak - obrona z obu stron często kończące się efektownymi przejściami z kontrataku do punktowej ofensywy. Trzeci set od startu szedł po myśli Ćwikły - zrobiło się 6:1. Wtedy do gry wrócił Osa i szybko odrobił stratę a potem w cuglach wygrał seta w czym bardzo pomogły mu wchodzące co chwilę piękne "świnie". Czwarty set to istny kalejoskop. Najpierw jak set wcześniej Ćwikła szybko odskoczył 5:1, 7:3. Ale znowu Osa zaczął odrabiać. Zrobiło się 8:8 a potem przy sporym zdenerwowaniu Ćwikły aż 8:10. To było 7 punktów Osy przy tylko 1 Ćwikły. Wydawało się że wygranie seta i zakończenie meczu to już tylko formalność. Ale Ćwikła, mając w głowie przegrany w podobny sposób mecz w poprzednim sezonie, wziął się w garść i spokojnie wygrał dwie ważne piłki robiąc stan. Tym razem to Osa nie wytrzymał - już był w ogródku - już witał się z gąską a tu sru i Ćwikła jak profesor wygrywa kolejne dwie piłki w grze na przewagi i mamy tie break. Oszołomiony Osa nerwowo i na siłę próbował odzyskać formę ale uduchowiony Ćwikła grał jeszcze lepiej i szybciutko odskoczył na 9:2. Wydawał się że jest już po meczu ale Osa znów zaskoczył a Ćwikła stanął. 9:4, 9:5, 9:6, 9:7 i 9:8 - jedna piłka do remisu i rozpoczęcia gry od nowa. Role się odwróciły i Osa ze zwierzyny zmieniał się w myśliwego a Ćwikła z każdym punktem odwrotnie. Aż dziwne że nie wziął czasu - ale tym razem zachował mentalny spokój. Nie dał się jak zwykle ponieść emocjom i jak w secie wcześniej w ostatnim momencie wrócił do dobrego grania. To prawdziwa sztuka właśnie w takich momentach opanować się i zagrać decydujące piłki najlepiej jak można a nie dać się nieść emocjom które zwykle prowadzą do błędu i przegranej. Ćwikła ze spokojem postawił kropkę nad "i" zbierając zasłużone gratulacje z wygranej. Szkoda tylko że nie nagraliśmy tych klilku pięknych akcji bo byłoby co oglądać.

 

               Skończyliśmy grać trochę szybciej bo w Zakrzowie odbyło się spotkanie organizacyjne przed startem nowego sezonu Ligi MTS. Pierwszy mecz gramy z Azotami 23 października.  Po powrocie  przy piwku delektowaliśmy się meczami w pingla na eurosporcie gdzie pokazywane są Mistrzostwa Europy w pingla. Nie wiem czy wszyscy wiedzą ale Polki w turnieju drużynowym dotarły do finału w którym w czwartek zagrają z Holenderkami. To wielki sukces a w drużynie mamy przecież takie gwiazdy jak Natalia Partyka czy Li Qian. Niestety męska drużyna zajęła dopiero 10 miejsce. Ciekawe czy indywidualnie nasi zawodnicy też coś ugrają - sporo transmisji będzie w sobotę i niedzielę na eurosporcie. Potem jeszcze długo posiedzieliśmy w Pasadenie oglądając mecze piłkarskiej Ligi Mistrzów, która choć na starcie nie była zbyt emocjonująca to zawsze coś. Warta zapamiętania może być chyba tylko dora gra bramkarzy w niektórych meczach no i bramki zdobyte przez "żądło" z rzutów wolnych.  Tym razem zamiast jedzenia zrobiliśmy sobie oczyszczającą głodówkę więc "fantastisz" zdjęć nie będzie.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


 

sobota, 29 kwietnia 2017

Licznik odwiedzin:  1 093 255  

NASZE MOTTO

"...nie gramy żeby wygrywać gramy żeby zwyciężać..."

DREAM TEAM

Dream Team to nieformalna grupa przyjaciół mających marzenia. Łączymy grę w ping ponga z dobrą zabawą.

Statystyki

Odwiedziny: 1093255
Wpisy
  • liczba: 256
Galerie
  • liczba zdjęć: 376
Bloog istnieje od: 2837 dni

Kalendarz

« wrzesień »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
282930    

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl